| Chorwacja - moje powroty - okolice Dubrovnika |
Jednorazowy wyjazd z całą pewnością nie wystarczy by
nacieszyć się plażą, krystalicznie czystą wodą i
jednocześnie poznać ten kraj, a przynajmniej zobaczyć to
co najcenniejsze. Dlatego postanowiłam tu wrócić i
nadrobić zaległości. Z ostatnich dwóch lat powstał więc
niezły materiał, który jak sądzę może okazać się
pomocnym dla tych, którzy wybierają się w moje ulubione
strony po raz pierwszy, a być może także dla
niezdecydowanych.
A zatem po kolei - zaczniemy od okolic Dubrovnika, które
były zbyt blisko aby odwiedzić je za pierwszym razem. |
Malowniczy zakątek w Trsteno
Trsteno to mała miejscowość po drodze z Makarskiej do
Dubrovnika i około 4 km od mojej "bazy wypadkowej" w
Orasacu. Warto się tam
wybrać w nieco chłodniejszy dzień, aby zobaczyć słynne
arboretum, uważane za jedno z najpiękniejszych w Europie
przynajmniej do roku 1991. Podobno w czasie ostatniej
wojny uległo częściowemu zniszczeniu, ale jest to nadal
uroczy zakątek oferujący możliwość relaksu wśród
fantastycznej roślinności. Jego początki sięgają 1502 roku
kiedy powstała tu letnia rezydencja Ivana Gucevicia. Z
biegiem lat obszar ogrodu stopniowo rozszerzano
sprowadzając z całego świata egzotyczne okazy roślinności.
Nie znam się na dendrologii i botanice ale wygląda to
naprawdę imponująco. Rośnie tu między innymi jeden z
największych okazów platanu na naszym kontynencie mający
ponad 60 m wysokości i 13 m obwodu i stanowi doskonały
punkt orientacyjny. Arboretum położone jest na wysokiej
stromej skarpie, z której rozpościera się wspaniały widok
na wyspę Lopud i zatoczkę poniżej. |
 |
 |
 |
|
Świetnym punktem widokowym jest kolumnowa wiata znajdująca
się w pobliżu budynku lapidarium. Niedaleko stąd znajduje
się niewielka kaplica św. Hieronima z XVII wieku i aleja
prowadząca do ocienionej fontanny z 1736 r.
przedstawiającej Neptuna w otoczeniu nimf. |
 |
 |
 |
| W
arboretum znajdziecie sporo antycznych lub
pseudoantycznych budowli i eksponatów, a między innymi
fragment rzymskiego akweduktu. Właśnie w jego pobliżu
rosną trzy prawdziwe kolosy pochodzące z tego samego
okresu: cedr libański, miłorząb japoński i platan
orientalny. |
 |
 |
 |
Niezależnie od upodobań, po dniach spędzonych w
promieniach prażącego słońca, spacer zacienionymi alejkami
będzie będzie z pewnością wspaniałym relaksem i dlatego
warto tu wpaść chociaż na trochę.
Slano - o którym milczą przewodniki
Jadąc dalej w kierunku Splitu, około 14 km od Trsteno i 18
km od mojej bazy w Orasacu, warto skręcić z magistrali w
kierunku rozległej zatoki, nad którą leży
Slano. Z pewnością nie jest to hałaśliwy kurort, a raczej
ciche, spokojne miasteczko, które rozwija dopiero
ofertę turystyczną wysokiej jakości. Budowa obiektów
hotelowych jak wszystkie przedsięwzięcia w Chorwacji,
przebiega w szybkim tempie i nie zdziwię się jak za kilka
lat będzie to np. miniaturka Orebica.
W drugiej połowie sierpnia 2007 było tu jednak cicho i
wyjątkowo pusto co zauważycie na zdjęciach. |
 |
 |
 |
| Dla
turystów już teraz dostępna jest bogata oferta apartmani i
sobe, a także bardzo popularny wśród Polaków camping Rogac
- czysty przytulny i z bardzo miłą obsługą. Jak wszędzie
znaleźć można ślady ostatniej wojny - tu w postaci
obelisku poświęconego pamięci poległych za wolną Dalmację.
Slano to doskonałe miejsce na wypoczynek z małymi dziećmi.
Plaże z drobnym żwirkiem, który zalega także na dnie
morza, przypominają nieco plaże nad naszymi jeziorami z
powodu porastającej je trawy. Po wejściu do wody spokojnie
można przejść nawet 100 m zanim fale sięgną powyżej pasa. |
 |
 |
 |
Miasteczko posiada dobrą bazę handlową, z niewielkim
wprawdzie ale dobrze zaopatrzonym sklepem Konzum, jest
piekarnia i sklep z pamiątkami. Można także spróbować
specjałów miejscowej kuchni w jednej z portowych
restauracji. Uwaga jednak na porę dnia - w tej, widocznej
na zdjęciu, do tradycji należy sjesta i od 13.00 do 19.00
lokal nie serwuje posiłków. Kto stawia na spokój i
bezpieczeństwo nad wodą, nie chce daleko wędrować na plażę
i pokonywać nadmorskich kamieni powinien zastanowić się
nad założeniem tutaj swojej bazy wypadowej na południe
Dalmacji.
Lokrum - wyspa przeklęta, owiana
legendą
To według niej w roku 1192 króla Ryszarda Lwie Serce,
wracającego z wyprawy krzyżowej do Palestyny zastał na
Adriatyku sztorm. W chwili śmiertelnego niebezpieczeństwa
król ślubował postawić świątynię w miejscu, gdzie
szczęśliwie wyląduje. Po długich tygodniach morskiej
tułaczki właśnie Lokrum stało się miejscem ocalenia i
królewska obietnica została spełniona.
Pozostawmy jednak legendę i zajrzyjmy do faktów. W roku
1023 powstał tu pierwszy klasztor benedyktynów, który miał
strzec Dubrovnika. To właśnie z jego wieży strażniczej
sygnałem dymnym informowano miasto o nadchodzącym
niebezpieczeństwie. W czasie wielkiego trzęsienia ziemi w
roku 1667 klasztor poważnie ucierpiał i ostatecznie został
opuszczony w 1798.
W roku 1806 żołnierze Napoleona na najwyższym wzniesieniu
wyspy wybudowali Ford Royal czyli Twierdzę Królewską. |
 |
 |
 |
|
W 1858 r. Lokrum kupił arcyksiążę Maksymilian Habsburg,
przyszły cesarz Meksyku, który przebudował uszkodzoną
część klasztoru na neogotycki pałacyk i założył istniejący
do dziś ogród botaniczny, tworząc sobie namiastkę raju na
ziemi. Ogród jest rzeczywiście imponujący, a w pałacyku
mieści się dziś restauracja. Na całej wyspie królują
pawie, które spotkać można nie tylko w ogrodzie ale także
na urwistych zboczach dawnego Fotu Royal, skąd roztacza
się wspaniały widok. |
 |
 |
 |
Jedna
z atrakcji wyspy Martwe Morze czyli słone jeziorko wcale
mnie nie zachwyciło z powodu nieprzyjemnego zapachu. Wyspa
jest niewątpliwie miejscem licznych wycieczek, a także
miejscem wypoczynku mieszkańców Dubrovnika. W końcu leży
tylko w odległości 600 m od Starego Portu. Osobiście
jednak zawiodłam się licząc, że znajdę tu także miejsce do
nurkowania i odpoczynku. Zraziły mnie wybetonowane
"plaże", zejścia do wody po stalowych drabinkach i
wróciłam przed czasem. Może to i dobrze. W końcu Lokrum to
Wyspa Miłości, ale także wyspa przeklęta. Podobno po
usunięciu z niej benedyktynów, mnisi obłożyli wyspę
klątwą, w wyniku której spędzenie tu choćby jednej nocy
sprowadzić ma na człowieka nieszczęście. Można temu
wierzyć lub nie, ale faktem jest, że arcyksiążę
Maksymilian Habsburg zginął tragicznie, rozstrzelany w
Meksyku, a kolejny właściciel - książę Rudolf popełnił
samobójstwo.
Lokrum trzeba jednak zobaczyć chociażby po to, by mieć
swoje własne zdanie na temat jednej z największych
atrakcji okolic Dubrovnika.
|
|
|