Wybór campingu
Decydując się na wyjazd pobytowy warto dobrze
zlokalizować swoją bazę kierując się przede wszystkim
oczekiwanym standardem, kosztem pobytu i położeniem
campingu względem innych atrakcyjnych miejscowości. Dla
mnie istotnym elementem były także spokój,
bezpieczeństwo i stabilność warunków pogodowych.
Pomimo, że wyjeżdżałam po raz pierwszy mój wybór
absolutnie nie był przypadkowy, a jak się miało wkrótce
okazać trafiłam idealnie.
Zanim podjęłam decyzję zapoznałam się z ofertami
kilkudziesięciu campingów położonych w różnych zakątkach
Chorwacji. W wielu przerażała cena, inne odrzuciłam ze
względu na negatywne opinie dotyczące bezpieczeństwa lub
warunków sanitarnych.
Co przyciągnęło mnie na camp "Pod Maslinom" i jakie są jego
atuty?
1.
camping spokojny i
bezpieczny, idealny dla rodzinnego wypoczynku. Bez obaw
można zostawić wszystko w namiotach i cały dzień spędzić
na plaży lub zwiedzać okolice. Na samym campingu i jego
pobliżu nie ma dyskotek ani innych miejsc przyciągających
podejrzane towarzystwo. Przez okres niemal 3 tygodni nie
spotkałam się z żadnym incydentem ani zakłóceniem ciszy
nocnej.
2.
dbałość gospodarzy o czystość
i warunki higieniczne – sanitariaty, prysznice i umywalki
zapewniają odpowiedni standard, a pomieszczenia są
sprzątane kilka razy w ciągu dnia. Do zmywania naczyń
wydzielono odrębne stanowiska na zewnątrz pod zadaszeniem.
Zdarzało się wprawdzie, że w porze masowego powrotu z
plaży brakowało niekiedy ciepłej wody, ale na brak ciepła
nikt nie narzekał.
3.
przyjazna atmosfera i
życzliwość jaką obdarzają swoich gości Božo i Mirko – szkoda że tak rzadko mogliśmy
porozmawiać
4.
przystępna cena i możliwość
negocjowania upustu – nie ukrywam, że zapłaciłam mniej niż
wynikałoby to z cennika. Jak zapewnił mnie Božo, w przyszłym roku członkowie klubu
Cro.pl będą korzystać z 10% rabatu.
5.
lokalizacja w starym gaju
oliwnym zapewniającym tak bardzo poszukiwany cień oraz
bezpiecznym dla samochodów. Przy tej temperaturze na
campingach usytuowanych pod drzewami iglastymi konieczna
jest plandeka chroniąca przed kapiącą żywicą.
6.
stabilność warunków
atmosferycznych – w czasie, gdy wczasowicze z północnej
Chorwacji uciekali przed ulewnymi deszczami, w okolicach
Dubrownika przeżyłam tylko jedną burzę nocą i nigdy nie
padało w dzień.
7.
bliskość Dubrownika,
możliwość zwiedzenia okolicznych wysp i półwyspu Peljesac
8.
łatwy kontakt z gospodarzami
za pośrednictwem poczty elektronicznej – wyjeżdżałam mając
zapewnioną rezerwację bez żadnych dodatkowych kosztów i
jak się potem okazało w jednym z najfajniejszych miejsc na
campingu.
A minusy?
1.
Długie i strome zejście na plażę, które dawało się odczuć
szczególnie w drodze powrotnej.
Pieszo – od 15 do 20 minut. Zdecydowanie nie polecam go
dla osób z nadciśnieniem.
Tę samą drogę można jednak
pokonać samochodem i zjechać na plażę asfaltową ścieżką o
nachyleniu 15%. Do godziny 10.00 praktycznie nie ma obaw o
brak miejsca na okolicznym parkingu.
Podsumowując – "Pod Maslinom" to camp dla osób szukających
aktywnego wypoczynku wśród dzikiej przyrody, szukających
spokoju, intymności i bezpieczeństwa. Kto nie może
wytrzymać bez wrzaskliwych dyskotek i zadymionych pubów –
z pewnością będzie zawiedziony.
Zapraszam zatem na wędrówkę po okolicach campingu i jego
stronę internetową: www.orasac.com
Do campingu nie można nie trafić. Praktycznie tuż za
tablicą miejscowości Orasac i miejscowym punktem
informacji turystycznej, po prawej stronie drogi znajduje
się tablica wskazująca kierunek wjazdu. Tuż za nią
skręcamy w prawo pod budynek recepcji.
Kto nie zna chorwackiego może śmiało mówić po polsku
chociaż łatwiej dogadać się z Božo po angielsku.
Przed podjęciem ostatecznej decyzji gospodarze pokażą Wam
kilka miejsc, spośród których będzie można dokonać wyboru
oraz oprowadzą po campingu.
Wychodząc z niego skręcamy w prawo i wędrujemy w dół na
plażę. Uciążliwości podejścia zrekompensują malownicze
widoki na morze i okoliczne wyspy. Najbliższą, nieco po
lewej, jest Koločep, a dalej Lopud, mała wysepka Ruda i Sipan
Przed wejściem na plażę znajdziecie parking na około 20
samochodów oraz kawiarenkę. Można tu zjeść, wypić wino i
kupić lody po całkiem przystępnych cenach. Obok dostępne
są pomieszczenia sanitarne. Pierwszą małą plażę zamyka z
lewej betonowy pomost wyposażony w drabinki. Wiele osób
wybiera właśnie to miejsce ze względu na bliskość
kawiarenki, przebieralni i natrysków.
Ja jednak od pierwszego dnia zdecydowałam się na bardziej
rozległą zatokę znajdującą się za skalnym klifem. Można go
pokonać betonową ścieżką wyposażoną w schodki i poręcze.
Z najwyższego punktu na klifie widok na zatokę i morze
jest wspaniały.
Plaża wręcz krzyczy dzikością poszarpanych i malowniczych
skał wiszących niemal nad głową. Zejście do morza i dno są
kamieniste, ale tylko większe skały mogą mieć ostre i
niebezpieczne krawędzie. Przed 10.00 spokojnie można
znaleźć miejsce nie tylko na plaży ale i w załomach
skalnych gwarantujących chociaż trochę cienia. Amatorzy
gładszych powierzchni mogą rozłożyć się na większych
głazach.
Generalnie na plażę trzeba zabrać karimaty i obuwie
umożliwiające swobodne zejście do wody. Bliżej południa
przydatnym będzie też parasol.
Woda jest fantastycznie przezroczysta, a bogactwo fauny
zachęca do nurkowania. Niestety piasek, do którego
przywykliśmy nad Bałtykiem, pojawia się na dnie dopiero na
większych głębokościach. Około południa pojawia się
większa fala dostarczając kolejnych atrakcji, ale
nurkowanie w bezpośrednim sąsiedztwie skał może być
wówczas niebezpieczne.
Miejscowość Orasac rozlokowana jest na wzgórzach po lewej
stronie magistrali adriatyckiej. Można tam w ciągu kilku
minut dość pieszo drogą znajdująca się na wysokości wjazdu
do campingu albo dojechać samochodem skręcając w lewo na
najbliższym skrzyżowaniu.
W miasteczku znajdują się dwa sklepy spożywcze, poczta,
ośrodek zdrowia, kręgielnia, szkoła z boiskami do piłki
nożnej i koszykówki oraz ogrodem botanicznym. W sklepie
czynnym do godziny 20.00 praktycznie przez cały dzień
można kupić chleb, artykuły spożywcze, napoje, alkohol,
owoce i warzywa.
Orasac to małe miasteczko nieprzypominające typowych
miejscowości wypoczynkowych. Żyje własnym życiem. Nie ma
tu butików, sklepików i straganów. Po drodze możemy zerwać
dziko rosnące figi, których nigdy nie zjemy w Polsce na
surowo, albo spróbować prawdziwych migdałów prosto z
drzewa.
Ze wzgórz Orasaca rozpościera się wspaniały widok
i przy dobrej pogodzie możemy sięgnąć wzrokiem nawet do
Dubrownika, skąd codziennie wyruszają pasażerskie kolosy w
swoje odległe rejsy. Ich szlaki prowadzą jednak po
zewnętrznej stronie okolicznych wysp i dlatego nasza plaża
nie jest zalewana przez potężne fale.
Wracając na camp między oliwkowe drzewka możemy spokojnie
odpocząć po całym dniu wrażeń i posłuchać wieczornego
koncertu cykad. Dobrze przyglądając się drzewom może i Wam
uda się zapolować na takiego osobnika, a przy okazji
odkryjecie, że rosną tu także liście laurowe i nie tylko.
O ile sam Orasac nie ma prawie żadnych atrakcji
turystycznych to jednak doczekał się anegdoty, która
ciągle jest aktualna:
Zagubiony turysta pyta w Splicie: jak dojechać do Orasaca?
Odpowiedź: Jedź śmiało na Dubrownik. Jak cię zatrzyma
policja za przekroczenie szybkości to znaczy, że jesteś w
Orasacu.
Uwaga! Ze względów technicznych niektóre miniatury są
tylko fragmentami większych fotografii